Portugalia
MALOWNICZE MIEJSCA,  PORTUGALIA

Koniec Europy: Przylądek Świętego Wincentego

Przylądek Świętego Wincentego

Przylądki, czyli najdalej wysunięte fragmenty lądu, to ważne miejsca na turystycznej mapie świata. W Portugalii najczęściej mówi się o Cabo de Roca – położonym w okolicach Lizbony zachodnim krańcu kontynentu.  Ale za koniec Europy uważa się też Cabo de Săo Vicente – Przylądek Świętego Wincentego, który z kolei leży na południowym-zachodzie.


Nie od dziś wiadomo, że kontynenty pasują do siebie jak części układanki. To niesamowite uczucie stanąć na jednym z końców Europy ze świadomością, że tysiące kilometrów dalej, po drugiej stronie oceanu znajduje się brakujący fragment lądu.

Przylądek Świętego Wincentego leży 6 km od miejscowości Sagres, związanej z postacią Henryka Żeglarza, księcia, twórcy floty portugalskiej, opiekuna żeglarzy i odkrywców. Założył tam szkołę kształcącą kartografów i żeglarzy, która uważana jest za pierwszą akademię morską na świecie. Mieściła się ona w twierdzy Fortaleza de Sagres. Obecnie można zwiedzać jedynie jej rekonstrukcję, gdyż forteca została zburzona wiele lat temu. Zachowała się za to stworzona przez Żeglarza kaplica Matki Bożej Łaskawej. W okolicy leży jeszcze jedna godna uwagi twierdza, a raczej jej ruiny – Fortaleza de Beliche.

Ale to Cabo de Săo Vicente jest głównym celem turystów zmierzających na południowy-zachód Portugalii. Przylądek nazwę zawdzięcza chrześcijańskiemu męczennikowi, świętemu Wincentemu z Sarragosy. Jeśli wierzyć podaniom jego ciało pogrzebano właśnie w tym miejscu.

Przylądek Świętego Wincentego

Pierwsze, co rzuca się w oczy to stojąca na wysokim klifie latarnia morska, zresztą jedyna budowla na przylądku. Mówią, że jest jedną z najmocniej i najdalej świecących w Europie. Powstała w połowie XIX wieku, na ruinach dawnego klasztoru, zniszczonego podobnie jak stojąca tam przed laty forteca. Obok znajduje się także dużych rozmiarów krzesło Henryka Żeglarza, na które można spróbować się wdrapać.

Sam przylądek był w przeszłości świadkiem licznych bitew morskich, jakie rozegrały się m.in. między flotami brytyjskimi, francuskimi czy hiszpańskimi. Atakowany był często przez piratów.

Najważniejszym powodem, dla którego trzeba dotrzeć na Przylądek Świętego Wincentego jest obecność wysokich na około 60 metrów pionowych klifów, które zdecydowanie wzbudziły mój respekt. Wrażenie potęguje niesłabnący wiatr i rozbijające się z hukiem fale Atlantyku. Na przylądku stąpałam mocno po ziemi i z bijącym sercem obserwowałam tych, którzy odważyli się spacerować bliżej krawędzi.

Cabo de Săo VicenteCabo de Săo Vicente

Czas » maj 2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.