TURCJA

Bodrum – w poszukiwaniu rozrywki

Bodrum to nowoczesne miasto na wzór europejski. Misz masz narodowości, setki różnych sklepów: eleganckich lub z tanimi podróbami, tysiące pubów i dyskotek i przede wszystkim bardzo zatłoczone w sezonie ulice, na których wieczorami czułam się jak w wielkim świecie. Ktoś, kto szuka rozrywki nie może lepiej trafić!


Mieszkaliśmy w Gümbet, ale do Bodrum było mniej niż 10 km. Najłatwiej złapać taksówkę, ale znacznie taniej będzie popularnym w Turcji dolmuszem, czyli busikiem, który nie ma określonych przystanków – zatrzymuje się na machnięcie ręki, chociaż najczęściej nie trzeba nawet i tego robić – kierowca sam trąbi na ludzi, żeby wsiedli. Wysiąść można również w dowolnym miejscu, trzeba tylko spytać, dokąd sięga trasa danego dolmusza.

widok na Bodrum
widok z taksówki na miasto
promenada w Bodrum
obok promenady w Bodrum

Do Bodrum wpadaliśmy głównie z dwóch powodów – na większe zakupy i imprezowanie. Przy okazji zobaczyliśmy kilka zabytków, ale szczerze mówiąc nie skupialiśmy się mocno na zwiedzaniu.

Główną atrakcja jest na pewno Zamek Św. Piotra, a w nim Muzeum Archeologii Podwodnej. Tam znajduje się kolekcja skarbów odnalezionych w głębinach Morza Śródziemnego. Twierdza powstała w XV wieku dzięki Zakonowi Joannitów jako zabezpieczenie przed najazdem tureckim. Stoi na wysuniętym w morze cyplu i składa się z 5 wież obronnych. Zamek znajduje się blisko portu.

widok na port i zamek w Bodrum
Bodrum – port na tle Zamku św. Piotra
zamek w Bodrum
Zamek św. Piotra w Bodrum

Miasto słynie także z ruin Mauzoleum w Halikarnasie (to dawna nazwa Bodrum), jednego z siedmiu Cudów Świata Starożytnego. Był to grobowiec perskiego króla, który powstał na rozkaz jego żony-wdowy ok. 350 lat p.n.e. Dzisiaj niewiele z niego pozostało, głównie z powodu trzęsień ziemi. Joannici wykorzystywali surowce z grobowca do budowy swojej twierdzy.

łódki w porcie w Bodrum
fragment portu w Bodrum
śmieszny pomnik na promenadzie w Bodrum
śmieszne figurki przy promenadzie

W Bodrum można zobaczyć także teatr z czasów antycznych, stare miasto lub port, z którego widać sąsiadującą grecką wyspę Kos. (Zobacz → Krótki wypad na grecką wyspę Kos). Nie da się także nie zauważyć pomnika tureckiego polityka i wodza, pierwszego prezydenta Turcji Mustafy Atatürka. To bardzo ważna postać, twórca nowoczesnej Turcji, który promował pokój na świecie i próbował być pomostem pomiędzy Zachodem a światem muzułmańskim.

pomnik Mustafy Atatürka na koniu w Bodrum
pomnik Mustafy Atatürka na koniu

Wracając do rozrywkowej strony Bodrum – nasze nocne maratony po knajpach wspominam bardzo dobrze. Z małym “ale” – imprezowanie jest dość drogie a już na pewno bardzo w porównaniu z europejskimi kurortami. Jeden shot mocno rozcieńczonej wódki w 2011 roku kosztował około 20 lirów tureckich, czyli ponad 20 zł. Podobnie było w Gümbet więc podejrzewam, że Turcy zdzierają na turystach ile się da.

Pusty portfel wynagradzała pogoda, która zdecydowanie sprzyjała imprezom pod gołym niebem. Temperatura powietrza powyżej 30 stopni o godzinie 12 w nocy to “szczęście”, które spotkało mnie jedynie na południu Hiszpanii.

O ile w nocy jest przyjemnie, to w dzień może być naprawdę ciężko. Chociaż przed wyjazdem słyszałam, że Turcja Egejska jest bardziej zielona i mniej upalna niż śródziemnomorska, to dla mnie było tak gorąco, że czasami zastanawiałam się jakim cudem jeszcze oddycham. Ratuje tylko basen albo plażowanie. Samo Bodrum nie słynie z plaż, ale w okolicznych kurortach znajdzie się ich sporo. Chociaż nie ma się co nastawiać na szał – tureckie plaże są chyba najgorszymi jakie widziałam – bardzo często kamieniste, wąskie, woda przy nich brudna. Musieliśmy szukać dalej, żeby znaleźć porządny kawałek piasku. Pewnie lepiej jest w okolicach Alanyi. Ale jeśli chodzi o nocne życie, to rejon Bodrum naprawdę nie ma się czego wstydzić.

Czas » lipiec/sierpień 2011

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.