Kuba
KUBA

Jak żyje się na Kubie, czyli wyspa moimi oczami

życie na Kubie

Kuba jest egzotyczna. Pełna cygar, rumu i dźwięków salsy, krystalicznie czystej wody, białych plaż i kolorowych aut w stylu retro. Raj z folderów turystycznych. Ale to tylko jedno z oblicz. Bo Kuba to przede wszystkim setki tysięcy kilometrów kwadratowych zamieszkałych przez ludzi prowadzących bardzo “egzotyczne” życie.


Kuba dla turystów jest bardzo przyjazna. Nadmorskie kurorty z hotelami, centrami handlowymi i propozycją wycieczek po najciekawszych miejscach w kraju. Nurkowanie, pływanie z delfinami i rejs katamaranem na którąś z bezludnych wysp. Duża część turystów trafia do Varadero, nad cudowną plażę – Playa Azul. Ale to tylko kurort, enklawa dla kochających plażowanie i nocne imprezy w centrum miasta.

Playa Azul na Kubie
droga na plażę w Varadero

Kuba to dwa różne światy, których symbolem są obowiązujące na wyspie waluty. Państwowa to pesos cubanos (CUP), dla turystów wprowadzono pesos convertibles (CUC). Jedno takie CUC warte jest ok. 1 euro, kubańskie peso jest 24-krotnie słabsze. Pracownicy wypłatę dostają w narodowej walucie – ok 450 CUP, czyli mniej niż 20 euro miesięcznie!!! I chociaż w sklepach płacą swoim pieniądzem a rachunki są dość niskie to z tak marnych pieniędzy starcza na niewiele. Dlatego Kubańczycy pracujący w sektorze turystycznym to prawdziwi szczęściarze. Każda zapłata czy napiwek w turystycznej walucie oznacza spory zastrzyk gotówki. Kierowca taksówki, przewodnik, kelner, parkingowy czy nawet babcia klozetowa to bardzo opłacalne zajęcia.

życie na Kubie
tak też można zarobić

Ale nie każdy ma okazję zarobić na turyście a kubańskie życie z dala od masowej turystyki wygląda zupełnie inaczej. Zniszczone domy z bujającymi się na werandach babciami, brudne ulice pełne zaprzężonych w konie wozów, zniszczonych samochodów, biegających dzieci i przede wszystkim ogromnych dziur w asfalcie. Przeludnione miasta, gdzie w pewnych dzielnicach strach wyjść po zmroku. To równie biedne wsie utrzymujące się z rolnictwa.

SOCIALISMO O MUERTE (Socjalizm albo śmierć) – według Fidela Castro nie było innej drogi do poprawy życia na Kubie. Model socjalistyczny miał oznaczać równość i sprawiedliwość dla wszystkich, te same zarobki bez względu na zawód, darmowy dostęp do edukacji i służby zdrowia i comiesięczną żywność na kartki. Wszystko pod ścisłą kontrolą państwa i bez prywatnej własności. I choć z pozoru nikt głodem nie przymiera, to ciężko mówić o szczęśliwym państwie a tym bardziej o wolności obywateli.

bieda na Kubie
trudne życie na Kubie

To właśnie 1500 km przejechanych po wyspie pozwoliło mi zobaczyć, że zwykli Kubańczycy lekkiego życia nie mają a ich codzienność wymaga niesamowitej cierpliwości i szukania sposobów na radzenie sobie z wieloma trudnościami.

Problemy mieszkaniowe

Kubańskie budynki pięknie wyglądają na zdjęciach, bo są kolorowe a przez to oryginalne. Ale gorzej, gdy przyjdzie w nich żyć. Spora ich część jest w opłakanym stanie. Wymaga remontu, na który przeciętnego Kubańczyka nie stać. Wiele z budynków jest opuszczonych i grozi zawalaniem. W miastach rodziny tłoczą się w parterowych domkach, kolonialnych kamienicach lub zaniedbanych blokowiskach. Jest im naprawdę ciasno i nie trzeba wchodzić do środka, by wiedzieć w jak ubogich warunkach przyszło im żyć.

Chłopiec siedzący na progu czy staruszka na bujanym fotelu to zupełnie normalny widok na Kubie. Wiejskie domy są często jeszcze w gorszym stanie.

wieś na Kubie
wiejskie gospodarstwo
wiejskie życie na Kubie
kubańskie podwórko
domy na Kubie
zaniedbane wiejskie domy

Drewniane chaty z rozpadającymi się dachami i podłogami to codzienność. Podobnie jak brak prądu czy wody. Z prądem zresztą bywa różnie na Kubie – w kraju dochodzi do regularnych przerw w jego dostawie. Przeludnienie to poważny problem na wyspie. Mówi się, że Kubańczycy są bardzo rodzinni. Pewnie to prawda, ale z drugiej strony – czy mają inne wyjście? Brak materiałów budowlanych i pieniędzy nie sprzyja powstawaniu nowych domów. O wiele lepsze warunki są w tzw. casas particulares, czyli domach z pokojami gościnnymi. Skromne, ale dość dobrze wyposażone, z łazienką, ciepłą wodą i telewizorem, muszą spełniać podstawowe warunki, bo są przecież przeznaczone dla turystów.

Problemy z transportem

Mieszkańcy wyspy chętnie pracują. Ale często, by do tej pracy dotrzeć trzeba się nieźle nagimnastykować. Samochód to towar luksusowy. Kolej właściwie istnieje tylko w teorii. W miejskich lub międzymiastowych autobusach często brak miejsc. Zresztą ich stan pozostawia wiele do życzenia – są popsute, śmierdzące, wyglądają jak złom. Zupełne przeciwieństwo klimatyzowanych autokarów Viazul dostępnych tylko dla turystów, oczywiście za droższą walutę.

autobus na Kubie
transport na Kubie
autobus na Kubie
kubański autobus
wiejskie pojazdy

Mieszkańcom pozostaje wóz konny lub ciężarówka wyposażona w ławeczki, na których robotnicy siedzą ściśnięci jak sardynki. I łapanie stopa. Można powiedzieć, że to sport narodowy Kubańczyków. Przy każdej drodze, nawet na autostradzie migają wyciągnięte ręce. Stoją w upale, niektórzy z parasolami, inni schowani pod filarem mostu. Państwo stara się pomagać – wysyłając inspektorów drogowych, którzy zatrzymują samochody należące do instytucji publicznych i zapełniają wolne miejsca pasażerami. Ale to może trwać w nieskończoność. Dlatego mijani po drodze ludzie, w tym małe dzieci pokonujący drogę pieszo już nikogo nie dziwią.

Problemy zakupowe

Dostęp do żywności i podstawowych produktów jest dla przeciętnego Kubańczyka bardzo ograniczony. Mijałam sklepy z prawie pustymi półkami, gdzie ryż, jajka, cukier, sól czy fasolę dostaje się z przydziału, na kartki. Nawet w Hawanie kolejka w jednym ze sklepów kończyła się na ulicy i zastanawiałam się, za czym oni tak stoją. Po chwili już wiedziałam – przyszła nowa dostawa. Są sklepy dewizowe, w których można kupić prawie wszystko, ale w nich płaci się już peso wymienialnym a to majątek. Na terenach wiejskich na pewno łatwiej jest o owoce, warzywa i jajka. Wielu z Kubańczyków dniami stoi przy drodze, by sprzedać turystom banany lub świeżo wyciśnięty sok. To, co dla Kubańczyka jest ucztą na stole, dla nas pozostaje skromnym posiłkiem.

wiejska droga na Kubie
przydrożny sklepik
wiejskie życie na Kubie
ile soku uda się dziś sprzedać?

Podobnie jest z lekami. Państwowe apteki często świecą pustkami, a kupno lekarstwa w CUC oznacza wydanie majątku. Kubańczycy starają się jak tylko potrafią leczyć domowymi sposobami.

Prowizja dla państwa

Skąd my to znamy? Na przykład obowiązkiem właściciela pokoju gościnnego jest wpisanie danych każdego z turysty na specjalny druczek, po to, by później rozliczyć się przed władzą i oddać część zysku (wolę nie myśleć jak wielką). Podobnie mają właściciele różnego rodzaju małych firm – szewcy, zegarmistrzowie czy sprzedawcy owoców i warzyw, którzy zmuszeni są do uiszczania obowiązkowej i niezależnej od dochodu opłaty.

Państwo trzyma także rękę na terenach rolniczych – właściciel pola z kawą, trzciną cukrową, cytrusami czy tytoniem zobowiązany jest sprzedać dużą część swoich zbiorów rządowi. A praca na roli wcale nie jest łatwa – o maszynach większość rolników może tylko pomarzyć. Bydło służy jako traktory, plony zbiera się maczetami.

pola na Kubie
rolnicze tereny na Kubie
plantacja tytoniu na Kubie
plantacja tytoniu – jedna z popularniejszych na Kubie
pola na Kubie
kubańskie pola

Kuba to taka Polska w czasach komuny. Czasach, których nie pamiętam, ale znam z opowieści. Jak żyć, kiedy nic nie można a władza wszystko kontroluje? Po śmierci Fidela Castro koniec reżimu i poważne zmiany to tylko kwestia czasu. Co prawda jeszcze za życia rewolucjonisty wprowadzono możliwość nieograniczonej sprzedaży i kupowania mieszkań czy samochodów, telefonów komórkowych i komputerów. Obywatele mogą też migrować do większych miast i przede wszystkim zakładać własne małe firmy. Ale to wciąż mało i ludzie czekają na upadek systemu.

codzienność na Kubie
kubańska rzeczywistość

Najbardziej zaskoczyło mnie to, że w całej tej biedzie Kubańczycy są wyjątkowo uśmiechnięci i mili. Widać, że przejmują się swoją niełatwą sytuacją, ale wciąż są ciekawi turystów, pomocni i towarzyscy. Chętnie podejdą, wskażą drogę, pozują do zdjęć. I nie chodzi tu tylko o to, że na turyście można zarobić. Ale w wielu Kubańczykach zobaczyłam coś niezwykłego – szczerość, pokorę do życia i przywiązanie do kraju, którego nie chcą opuszczać, nawet gdyby było to takie proste. Wciąż liczą, że te powolne zmiany w końcu nabiorą tempa i pójdą w dobrą stronę. Że będą mogli prowadzić życie, choć trochę podobne do tego, jakie widzą u spotykanych na co dzień turystów.

Czas » marzec/kwiecień 2017

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.